A A A

Procesje Pacholcze

  l kwietnia 2002 roku w Poniedziałek Wielkiej Nocy młodzież syryńska wyruszyła po raz 330 w procesji pacholczej.
  Stało się już tradycją, że co roku o godzinie 13.00 sprzed kościoła wyrusza procesja dziewczyn i chłopców, czyli jak ich nazywano niegdyś młodzieńców lub pachołków. Jest to zwyczaj pielęgnowany i przekazywany z pokolenia do dnia dzisiejszego.
   Początki procesji sięgają XVII wieku i mają związek z najazdami, na które szczególnie narażone były okolice Raciborza.
   Wśród mieszkańców Syryni zakorzeniona jest też inna wersja przyczyn rozpoczęcia procesji. Mówi się w niej o strasznej zarazie, jaka nawiedziła w XVII wieku parafię lubomską. Wyludnienie groziło całej parafii, został tylko jeden młodzieniec i jedna panna. W tak rozpaczliwym położeniu młodzieniec z panną ślubują, że o ile Bóg ich zostawi przy życiu, zarówno oni, jak też wszyscy młodzieńcy i panny od tego czasu na znak wdzięczności odbywać będą po całej parafii uroczyste procesje w każdą niedzielę przed nieszporami, począwszy od Poniedziałku Wielkiego, aż do Zielonych świąt.

Młodzi przeżyli i odtąd wszyscy młodzieńcy i panny rok rocznie odbywają uroczyste procesje w obrębie wsi syryńskiej, śpiewając radośnie pieśni wielkanocne przy współudziale muzyki.
   Bez względu na rzeczywistą przyczynę, początek procesji pacholczych posiada swoje potwierdzenie w postaci tzw. Dokumentu lubomskiego datowanego na lata 1672/1674
  Dokument ten, pisany w języku polskim, posiada następującą treść: "Wszystko niech będzie na cześć Boga w Trójcy św. Jedynego, na chwalę Niepokalanej Panny Maryi i na cześć św. Marii Magdaleny, patronki (kościoła lubomskiego) i wszystkich świętych. "Młodzieńcy i dzieweczki" żyjący w 1672 roku oświadczają, że postanowili uczcić Chrystusa Zmartwychwstałego i zbierają się w poniedziałek wielkanocny w oznaczonym miejscu, by wspólnie się naradzić, w jaki sposób szukać Jezusa Nazareńskiego wraz z Mariami zdążającymi do grobu Chrystusa. Z oświecenia Ducha świętego "votum uczynieli", że oni, co z woli Bożej żyją i ci, co po nich przyjdą i na tym "lubomskim grońcie z dzieweczkami zostawać bęndą", od wtorku wielkanocnego aż do Zesłania Ducha świętego w każdą niedzielę i święta po południu urządzać będą procesje "około gumien lubomskich", rozmyślając o odkupieniu przez zmartwychwstałego Zbawiciela. Uczestnicy procesji mają się wzorowo zachowywać, "tak tesz y zakazuiemy pod naznaczoną Kościelną Pokutą wszelakich na ten czas zabawek świeckich y inszych wszeliakich niesłusznych", a dla przestrzegania porządku i dobrych obyczajów wybierają i corocznie wybierać będą dwóch stróżów. Młodzież zwraca się potem do proboszcza i całej gminy, by im pozwolili na takie procesje, a gdyby im kiedykolwiek zapału brakło, by ich upominali i zachęcali do wytrwania. Żeby kościelnych chorągwi nie "popsowali", sprawili sobie dwie własne chorągwie, z którymi chodzić będą na tych procesjach. Dwa lata później, w 1674 roku, zapadły dalsze postanowienia. Na zebraniu, które co roku po wszystkie czasy ma się odbywać we wtorek wielkanocny, odnowiono zarząd, wybrano "Foita" i cały "urząd młodzieński" i postanowiono, by każdy młodzieniec do "skrzinki młodzieńskiey" jeden "greycar" a każda "dzieweczka" po jednym "piętaku" oddawali. Pieniądze przeznacza się na zakupienie nowych chorągwi, kiedy się stare zniszczą. Młodzież zwraca do "Ich Mościów Fararzy Lubomskich", którzy do "skończenia i ruiny" kościoła lubomskiego będą w Lubomi, potem do całej gminy, prosząc "modlitebnie", żeby po wieczne czasy "pamiątka nasza i constitutio" nie zginęła ani "kasyrowana" nie była. Gdyby zaś czasy nastały, "żeby młódź" tak do nabożeństwa "oziąbła" i niedbała była, by ich ci "osobliwie, którzy Boga na ten czas miłować będą, do takowego nabożeństwa mieli" (tzn. zachęcali), "tego im poprzestać nie dopuszczali, o to y powture prosimy". Było to w dzień św. Urbana, w 1674 roku, w obecności całej gminy i "foita", i za pozwoleniem "Jego Mości X Laurentego Bernarda Fabritiusa Fararza Lubomskiego" na "zadość" (żądanie) młodzieńców i dzieweczek i "wszydkiey" czeladzi. Gmina pochwala taki akt bez żadnych przeszkód, ale nie ma "secretu swego" (tzn. pieczątki) i proszą proboszcza, by na ich miejscu "secretym swym potwirdzić raczył". Jeszcze tego samego dnia 25 maja podpisal ks. Fabritius pismo - dokument i potwierdził "sekretem".
  Następny podpis: "Takowy list tym spusobę się confirmuie odem nie Girzigo Ferdinanda Moslera Fararza Lubomskiego. Anno 1693 Miesionca 19 Aprila".

Strony: 1 2 3 4 Następna »